W czasie Bożego Narodzenia nie można nie myśleć o życiu, a dzisiaj jeszcze Święci Młodziankowie, na nowo prowokują do pytania: Czym  jest życie ludzkie? Jaką ma wartość i cenę, jeśli o takiej można mówić? Czym jest życie człowieka nienarodzonego? Współczesna cywilizacja, tworzy sztuczną inteligencję, przeszczepia serce, opracowuje leki na raka, chce chronić środowisko naturalne, jednocześnie odbierając prawo do życia ludziom bezbronnym, chorym i starym.

Zastanawiam się czy trzeba być człowiekiem wierzącym, aby wiedzieć, że życie, które się poczęło jest człowiekiem? Czy nauka może zaprzeczyć, że to jest ludzki zarodek? Że z tych komórek może powstać tylko człowiek? Dlaczego cywilizacja, która wydaje się w swoich dokonaniach dosięgać Boga, za jeden ze swoich priorytetów stawia sobie prawo do zabijania dzieci? W imię osobistej wolności? Odnoszę wrażenie, że pogubiliśmy się w gąszczu pojęć. Czy mogę jako osoba wierząca powiedzieć: Nic się nie stało, to Twój wybór, miałaś do tego prawo?

Nie daje mi spokoju myśl, czy jako chrześcijanie, dla których Bóg stał się człowiekiem  możemy być obojętni na życie bezbronnych istot? Czy możemy mówić, to mnie nie dotyczy? Ja wierzę w Jezusa. Czy ochrona życia jest sprawą polityczną, czy sprawą tożsamości chrześcijańskiej? Czy Bóg stworzył coś doskonalszego niż człowieka?

Wydaje mi się, że nie mogę być chrześcijanką, katoliczką , jeśli nie stoję po stronie  każdego życia. Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz, Panie, uczyniłeś go niewiele mniejszym od aniołów.ps.8. Brak jednoznaczności w postawach typu: tak ale …  Zwłaszcza wśród księży, chcących się przypodobać światu, a nie Panu Jezusowi, prowadzi do zamętu wśród ludzi wierzących i szukających szczerze.

Kończąc, chciałbym dodać, że  gdybym nie była zakonnicą, byłabym feministką chrześcijańską, która walczy o prawo do godnego rodzenia dla ubogich i porzuconych kobiet, tworzyłabym domy samotnych matek i zabiegałabym o powstanie większej ilości hospicjów perinatalnych, walczyłabym o prawa matek wychowujące niepełnosprawne dzieci,  o ich godziwe wynagrodzenie i szacunek, tworzyłabym stowarzyszenia rodzin wielodzietnych i zmieniała nastawienie społeczne do wielodzietności itd.  Ktoś powie z przekąsem Matka Teresa, ktoś się uśmiechnie z politowaniem, może… Pomarzyć zawsze można.

Tym czasem, modlę się za kobiety wszystkie i o odważne stawanie po stronie życia nas ludzi Kościoła  księży, sióstr i świeckich. Pozdrawiam.