Sprawa o. Rupnika poruszyła wiele osób, między innymi dlatego, że był znanym artystą, rekolekcjonistą, autorem książek i człowiekiem ciszącym się autorytetem. Grzechy w dziedzinie seksualnej zawsze będą bolesne i będą wzbudzały zgorszenie, oburzenie i zniechęcenie. I tak jest również z mojej strony. Zło się wydarzyło.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na wątek twórczości Ojca Rupnika i obecność jego mozaik w wielu Kościołach na świecie. Czy teraz będą one usuwane? Jego twórczość budziła zachwyt, podziw i refleksję, przybliżała do Boga, stawała się inspiracją. Czy grzech człowieka, najokropniejszy nawet, niweczy wszystko co zrobił do tej pory? To wstyd mówić, że zachwycały mnie jego mozaiki? Będziemy przemilczać kto jest autorem wielu scen ewangelicznych w Kościołach? Czy należy uznać, że cała jego twórczość, to tylko popieranie kolesi, jak sugeruje to artykuł, który niedawno przeczytałam?

Czy  piękne dzieła zawsze idą w parze ze świętością artysty?

W pewnym okresie swojego życia przeżywałam zachwyt dziełami Caravaggia, i zainteresowałam się jego życiorysem, okazało się, że był to awanturnik i rzezimieszek, a nawet miał dopuścić się morderstwa człowieka, jednak nigdy nie wypuszczał ze swoich rąk Biblii. Ciekawe, co musiał przeżywać artysta kiedy tworzył ,zdjęcie z krzyża?   Nikt kto zetkną się z twórczością tego malarza nie powie, że jego myśli, nie wyrywały się ku Bogu, a przynajmniej ku rzeczywistości większej niż tylko to na co patrzył.

Tak, trzeba oddzielić artystę od  dzieła, chociaż nie wszyscy byliby tutaj zgodni i nie wiem co na to historycy sztuki. Ja jednak nie przestanę podziwiać mozaik Rupnika.

Myślę, że żaden, człowiek nie jest do końca zły, a zło powinno być nazwane i ukarane sprawiedliwie, jednak każdy ma prawo do godności.

W czasach Pana Jezusa ludźmi najbardziej pogardzanymi byli poborcy podatkowi i nierządnice , w naszych czasach są to,  księża pedofile oraz  księża, którzy wykorzystali seksualnie, co zresztą jest obrzydliwe.

Jednak Pan Jezus powoływał tych najbardziej pogardzanych i im wybaczał. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych ale grzeszników. Czy my katolicy, mamy odwagę nazwać zło po imieniu i wybaczyć? Czy będziemy się pastwić nad brudem człowieka, aż upodlimy go przez lincz społeczny do końca, bo na to zasługuje?

Stawiam też pytania o sposób mówienia o pedofili i nadużyciach seksualnych  w Kościele. Szczególnie przez publicystów katolickich.

Pozdrawiam.

P.S. Tekst napisałam po przeczytaniu artykułu p. Moniki Białkowskiej w Więzi.