Chętnie czytamy i oglądamy młodych ludzi, którzy mówią lub piszą o swoim powołaniu, tak, ja też. Zastanawiam się jednak co miałabym do powiedzenia o powalaniu po przeszło 30 latach życia zakonnego? Czy może to być interesujące dla innych? We wcześniejszym blogu kilka lat temu popełniłam taki wpis i cieszył się on sporą popularnością jak na możliwości powstającego blog dlatego zamieszczam tu link https://sklaraosu.blogspot.com/2017/02/oddac-zycie-bogu.html

Do myślenia na  temat powołania  sprowokowała mnie książka Zagrożenia i  wypaczenia życia zakonnego  Dysmosa de Lassus, którą właśnie czytam, szczególnie mnie zaintrygowało zdanie, że życie zakonne jest jak chodzenie po grzbiecie górskim. O samej książce napiszę coś więcej, jak ją przeczytam do końca. 

Bardzo mi się spodobało to zdanie i myślę, że nie tylko życie zakonne jako pewna forma, jest chodzeniem po grzbiecie górskim ale także powołanie pojedynczych jednostek. Dlaczego?

Nie jest to decyzja, którą  raz się  podjęło i jakoś się trwa lub wegetuje w dalszym życiu, tylko jest to rzeczywistość, która stale wymaga rozwoju, refleksji i niejednokrotnie zmagania. Równowaga, czyli chodzenie po tym grzebiecie, wymaga  harmonijnego łączenia człowieczeństwa z łaską. Inaczej mówiąc nie zapominając o tym, że jestem człowiekiem, dbać o autentyczne życie w Bogu coraz bardziej i głębiej. Co w praktyce nie jest wcale takie oczywiste i proste. Istnie tyle możliwości wygodnego życia tylko dla siebie.

Po sporym stażu życia zakonnego, proste słowa miłość i szczęście, jeśli chce się być uczciwym, nie przychodzą tak entuzjastycznie jak w młodości. Za to towarzyszy przekonanie, że nie ma nic bardziej pięknego niż oddanie całkowite swojego życia Bogu, że On jest wart wszystkiego i mówienie czy pisanie na ten temat wydaje się wręcz żenujące.

Po latach  jest się  jak starzejące  drzewo, wiatrami wysmagane, z nadłamanymi gałęziami, stojące na pewnym gruncie, przekonane, że po zimie przyjdzie wiosna, a suszy, deszcz obfity.  Że jedynym punktem odniesienia dla  drzewa jest Słonce , któremu na imię Jezus.

I nie ważne czy jesteś cholerykiem czy flegmatykiem, jaką pozycję osiągnąłeś, co ludzie mówili, mówią lub powiedzą. Bo twoją siłą jest Pan coraz bardziej, jaśniej i pewniej, możesz mówić: Bóg sam wystarczy, pomimo słabości.

Powołanie jest jakimś sekretem, to bycie pociąganym przez Kogoś Większego, przekraczającego wszystko co ludzkie i najbardziej piękne i ten Ktoś Tajemniczy ciągle cię pyta: Czy chcesz? Czy miłujesz mnie?